Zakładki:
Dopiero poznaję
Już nic nie napisze ...
Lubię czytać
Lubię naj...
Zamilkły
Zamknięte
|
Kategorie:
Wszystkie
|
SMS
|
|
wtorek, 06 marca 2012
OK :).
Za mną przeprowadzka (90% moich rzeczy leży w stodole), dwa dni w nowej pracy (haruję jak wół, ale po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna, czuję, że to co robię ma sens, a i dziewczyny są w porządku), oswajanie Rudolfka z nowym miejscem (wypadło nadspodziewanie dobrze, Puś oczarował moją Teściową, a i Adam mięknie przy nim ;)). Dzielny mały kocurek :)) i ... kolejne sprawozdanie do NFZ (zrobiłam je od początku do końca SAMA, bez choćby telefonicznej pomocy pana Bartka i to jak szybko!
A co przede mną? Całe życie :))))))))))), z kłopotami, smutkami i chwilami szczęścia, ale ... we dwoje!!!
Jutro po pracy jadę z Teściową do Gdyni, po podpis szefowej Poradni na fakturze i w odwiedziny do moich Rodziców.
Resztę wrażeń opiszę niebawem, może nawet w sobotę.
Dzięki za trzymanie kciuków, dobre myśli. Całusy dla Was :*
środa, 29 lutego 2012
... pracy w Klinice właśnie trwa. Powoli żegnam się z ludźmi i strasznie mi ciężko na duszy :(
wtorek, 28 lutego 2012
... w miarę zdrowa, okrutnie zaganiana, fizycznie zmęczona i na wylocie ;). Ale daję sobie radę, sama jestem z siebie dumna ;).
W Klinice pracuję do środy włącznie; pod koniec tygodnia oddaję klucze do mieszkania ludziom, którzy je wynajęli (na szczęście, nie są to osoby zupełnie obce, tylko córka mojej kuzynki i jej narzeczony).
Jeszcze tylko kilka dni a zostawię znane kąty i wiele osób, za którymi napewno będę tęskniła (chlip, chlip, chlip). Najmilsze podczas tych szalonych dni są słowa, które słyszę bardzo często; a mianowicie, że tylu ludzi będzie tęskniło, że będzie im brakowało nawet mojej upierdliwości ;).
Boję się pożegnania, szczególnie w pracy (chlip, chlip, chlip), ale przynajmniej nie mam czasu zastanawiać się, co mnie czeka w niedalekiej przyszłości (od 5 marca będę pracowała w Kociewskim Centrum Zdrowia w Starogardzie Gdańskim, narazie przez 3 miesiące w oddziale neurologicznym). Trochę boję się tych zmian, przecież zafundowałam sobie życiową rewolucję w okresie, gdy inni ludzie osiągnęli już jakąś stabilizację. Ale głęboko wierzę, że będzie dobrze (wiem, że nie zaczyna się zdania od "ale", ... ale tak mi pasuje i już ;))
Dziewczyny kochane, tęsknię za Wami, często zastanawiam się, co u Was słychać?. Już niedługo mam nadzieję, będę mogła nadrobić blogowe zaległości. O wsparcie nie proszę, bo wiem, że je mam. Prawda?
Buziaki :*******
poniedziałek, 06 lutego 2012
W niedzielę rano zmarł brat mojego szwagra, Roman.
Był najstarszy z rodzeństwa (a było ich sześcioro), a przecież miał zaledwie 56 lat.
Miał opinię faceta z trudnym charakterem, ale ja go bardzo lubiłam. Mam wrażenie, że on mnie też polubił od momentu naszego poznania się , chociaż podobno normalnie bardzo długo przekonywał się do ludzi.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie ...
() () ()
[] [] []
W piątek mój samochód obraził się na mróz i nie zapalił. Nadal stoi pod domem, a do pracy przywiozła mnie Aga. Dzisiaj muszę go uzdrowić.
Weekend spędziłam w łóżku, bo oczywiście rozchorowałam się po piątkowym przemarznięciu. W ogóle im jestem starsza tym gorzej reaguję na zimno :(
Mama w coraz lepszej formie, a mnie lżej na duszy.
No i na koniec coś pozytywnego: przecież już niedługo przyjdzie wiosna!!!
środa, 01 lutego 2012
Byłam dzisiaj popołudniu u Rodziców i mam wrażenie, że Mama jest w nieco lepszej formie. Co prawda ból nadal jest, ale zdecydowanie mniejszy. Podczas 3 godzinnej wizyty na jej twarzy co chwilę pojawiał się uśmiech. Poza tym, i to chyba najważniejszy objaw powrotu do zdrowia: Mama była u fryzjera, ma nową fryzurkę i wygląda świetnie. Boję cieszyć się głośno, ale po raz pierwszy od prawie 2 miesięcy jestem spokojniejsza.
W pracy znowu koszmarna atmosfera i mnóstwo pracy. Na dodatek dobijają nas nastroje oddziałowej, znowu "wychodzi" z niej paskudny, czepialski Skorpion. Dzisiaj zrobiła karczemną awanturę Agnieszce, winiąc przede wszystkim Ją za wszystko zło dziejące się w Klinice. Oddziałowa w trakcie rozmowy wpadła w furię, Aga co prawda nie dała się pognębić, ale zapłaciła za stres silnym bólem żołądka :(
A jutro znowu do pracy :(((((
Spokojnej nocy, kochane :*
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Tyle dzieje się ostatnio w moim życiu, ale na opisanie zwyczajnie nie mam czasu.
1 marca muszę stawić się w nowej pracy; jeszcze nie wiem w jakim oddziale, bo sprawy związane z przyjęciem będę załatwiała w połowie lutego.
No i czeka mnie PRZEPROWADZKA!!! Narazie jestem przerażona ilością rzeczy, które muszę przewieźć do Jaroszew. Powinnam zacząć pakowanie, ale nie mam kiedy!!! Co prawda rzadko kiedy pracuję popołudniu w którymś z gabinetów, ale nie oznacza to, że mam więcej czasu dla siebie.
Mama nadal w nienajlepszej formie, przede wszystkim psychicznej. Nadal uskarża się na silne bóle brzucha, ciągle łyka tabletki przeciwbólowe, kilka razy podłączałam kroplówki w domu. Pomimo mnóstwa badań, które wykluczyły istnienie "prawdziwej" choroby, nadal brak poprawy samopoczucia. Jestem przekonana, że problem tkwi w głowie, a przyczyną tych problemów jestem ja, a właściwe moja przeprowadzka. Czuję się taka bezsilna, boję się dzwonić do Mamy, jestem bardzo zestresowana, kiedy na wyświetlaczu widzę numer telefonu Rodziców.
Kochane, żegnam się z Wami na około 6 tygodni, odezwę się już z Jaroszew, jak tylko podłączą mi internet. Już za Wami tęsknię. Trzymajcie za mnie kciuki, wspierajcie dobrymi myślami. Może od czasu do czasu uda mi się zajrzeć do Was.
:***************************************
piątek, 13 stycznia 2012
Kochane moje rzadko bywam ostatnio u Was :(. Bardzo mi Was brakuje, ale powoli przygotowuję się do przeprowadzki, zamykam pewne sprawy i walczę z przeciwnościami losu - choroba mojej Mamy, kłopoty finansowe i aktualnie moja paskudna infekcja wirusowa. Tak więc jestem na zwolnieniu i mogę trochę odpocząć (mam za sobą 34 godziny niemal ciągłego snu (!)).
Do "napisania" :*
środa, 04 stycznia 2012
... największy obchodzi dzisiaj 46. urodziny.
Mężu mój, życzę Ci duuuużo zdrowia, spełnienia jak największej ilości marzeń, pociechy z syna, sił do wytrwania w postanowieniach i szczęścia u boku ukochanej kobiety ;).
Baaardzo Cię kocham! (choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale kocham Cię jeszcze bardziej niż w dniu naszego ślubu, pomimo posiadanej obecnie wiedzy o Twoim paskudnym niekiedy ;) charakterze).

wtorek, 03 stycznia 2012
Pierwszy wpis w Nowym Roku powinien być optymistycznay, ale mój taki nie będzie. Bo:
1 Mama leży w szpitalu od sylwestrowego wieczora z silnymi bólami - nadal nic się nie zmieniło na lepsze :(
2 Nie wpisałam żadnych danych do sprawozdania :(
3 Jestem zmęczona ciągłymi wizytami gości. Wiadomo, w święta byli moi Rodzice, ale to nie ich mam na myśli. Już myślałam, że odpocznę chociaż w Nowy Rok (do chwili powrotu do Rumi, oczywiście!), ale i tutaj pomyliłam się- na obiad wprosili się siostrzeniec Adama z żoną i pasierbem. A byli u nas również ze dwie godzinki w Sylwestra na kolacji. O planowanej wizycie noworocznej poinformowali moją Teściową 29 grudnia (w urodziny Kasi, na których mnie nie było) i rzeczywiście, nie wypadało odmówić. Młodzież zapomniała, że w Jaroszewach są teraz dwie gopodynie ;)
4 Mam długi finansowe u moich Rodziców i Agnieszki. I pustki na koncie i w portfelu :(
5 Koleżanka, która uczy się wykonywania badań w pracowni, żeby od marca Gośka miała zastępstwo jest bardzo negatywnie do niej nastawiona (do pracowni, nie do Gośki). Do mnie przy okazji też, chociaż z tym szkoleniem to nie był mój pomysł. Koszmarnie pracuje mi się w takich warunkach :(
6 Martwią mnie kolejne podwyżki :(
7 A irytuje bałagan w Służbie Zdrowia :(
I chciaż wiem, że to co złe minie i będzie lepiej, to narazie jest mi bardzo ciężko na duszy. Najchętniej bym się zakopała w łożku i spała, spała, spała ...
I na koniec przekornie, wszystkim nam życzę zdrowia, spokoju i jak najwięcej uśmiechu na cały rok 2012 :*
piątek, 30 grudnia 2011
Chciałabym zakończyć ten rok jakimiś radosnymi wiadomościami, ale to się nie uda, niestety :(
Moja Mama ciągle źle się czuje, ma bóle różnych części ciała, obecnie mam wrażenie, że boli ją dosłownie wszystko. Około roku temu znaleziono w którymś płucu mały guzek, który na szczęście nie rośnie. Ale Miśka wbiła sobie do głowy, że to rak z przerzutami (?!), baaa, nawet ostatnio czuje jak ten rak jej bok wypycha. Tak więc 3 stycznia położy się w mojej Klinice na "przebadanie całego ciała", bo inaczej wykończy siebie samą, mojego Ojca i mnie. Gdyby nie zachowanie Mamy (na szczęście były i lepsze chwile) to miałabym cudowne święta. Ale i tak było bardzo fajnie, w końcu to pierwsze nasze wspólnie spędzone całe święta (tzn. moje i Adama). Te trzy dni zasługują na oddzielny wpis, który już wkrótce będzie można przeczytać na moim blogu. Przyrzekam.
Wczoraj zadzwoniła do mnie moja kuzynka. Myślałam, że zemdleję, gdy powiedziała mi, że podczas podróży z Wałbrzycha do Gdyni mieli poważny wypadek (razem było ich pięcioro: moja kuzynka, jej mąż i trójka ich dzieci w wieku od 11 do 21 lat) i leżą w szpitalu. Za kierownicą siedziała W., ich 20-letnia córka, a moja chrześniaczka przy okazji. Nie zauważyła znaku, że jedzie drogą podporządkowaną i wjechała prosto pod koła rozpędzonego tira. Samochód oczywiście do kasacji, W. w strasznym szoku, reszta solidnie poturbowana. Anioł Stróż czuwał nad nimi. I jeszcze jedno: M. z rodziną wracała z pogrzebu Teściowej; niewiele brakowało a mógłby być następny. Brrrrr ....
Dzisiaj odbyła się impreza pożegnalna doktora F. Podczas przemowy gościa honorowego ... popłakałam się, w końcu pracowaliśmy razem 23 lata! Skoro dzisiaj się rozkleiłam to aż boję się pomyśleć co to będzie za 2 miesiące, gdy ja będę odchodziła.
A teraz czas na życzenia noworoczne: ŻYCZĘ WAM TEGO CO SOBIE SAMEJ, CZYLI ZDROWIA I SPOKOJU (WRĘCZ NUDY!!!) W 2012 ROKU. Niech się spełni. Amen.
czwartek, 22 grudnia 2011

"Staropolskim obyczajem, gdy w Wigilię gwiazdka wstaje, Nowy Rok zaś cyfrę zmienia, wszyscy wszystkim ślą życzenia. Przy tej pięknej sposobności i ja życzę Wam radości, aby wszystko się darzyło, z roku na rok lepiej było"
Kochane moje, życzę Wam i Waszym bliskim miłości, spokoju, rodzinnej atmosfery, radości w sercach, zdrowego ciała i ... spełnienia jak największej ilości życzeń w tym okresie otrzymanych. A Waszym grzecznym Pociechom pięknych prezentów pod kolorową choinką.
Kasia z rodziną
piątek, 16 grudnia 2011
Dużo dzieje się u mnie ostatnio, na szczęście ogólnie jest dobrze. Zaglądam prawie codziennie do innych blogów, na wpisy własne nie starcza już czasu. Zresztą czytanie to sama przyjemność a dokonanie wpisu to ciężka praca umysłowa ;).
W pracy ... dużo pracy i mało świąteczna, nerwowa atmosfera. Na przekór postawiłam w gabinecie małą kolorową choinkę, zamiast radia włączam płyty CD z piosenkami świątecznymi (w przyszłym tygodniu przyjdzie czas na kolędy) i często uśmiecham się, nawet do tych pacjentów, którzy straszzzzzzzzzznie mnie wkurzają.
Nie kupiłam jeszcze prezentów pod choinkę, to znaczy trochę już mam, ale np. dla Władzia to nie mam nawet "pomysła".
Poza tym mieszkanie w Rumi nie posprzątane, ale wynika to z założenia, że już nie warto przewracać wszystkiego do góry nogami przed ostateczną przeprowadzką. Za to dom w Jaroszewach wysprzątany, głównie rękami kochanej Teściowej, ale przed następnymi świętami obiecuję poprawę. Poza tym Adam i Grześ ozdobili dom, okna i choinkę w ogrodzie światełkami, podobno dom wygląda bajecznie, jutro ocenię sama ;). Goście zaproszeni, potrawy zaplanowane, każdy przygotuje COŚ, więc napewno będzie smacznie i mniej czasochłonnie niż zwykle, kiedy to przygotowanie spoczywało na jednej "kucharce". Do mnie należy również udekorowanie stołu, pomysł jest, produkty do tego potrzebne też (obrus, tiul, świeczki, mosiężny świecznik, sztuczne płatki róż). Mam tylko nadzieję, że starczy miejsca na zastawę i jedzenie ;). Cieszę się na te święta, to moja pierwsza wspólna Wigilia z Adamem i naszymi Rodzicami.
Rudolf to mały rozrabiaka, ale przy tym taki kochany i słodki, że wiele mu wybaczam. Mój Pusio puszatkowaty :)
Do "napisania" moje Kochane "blogierki", muszę zbierać się do drugiej pracy. Badanie w Klinice skończyłam pół godziny temu, ale postanowiłam jeszcze napisać tutaj, bo w domu pewnie znów zabrakłoby czasu. Życzę uśmiechu i spokoju na najbliższe przedświąteczne dni, życzenia złożę w następnym tygodniu :).
Dopisane kilka minut później: dzisiaj mamy naszą "malą rocznicę - 5 miesięcy temu wzięliśmy ślub :)
piątek, 02 grudnia 2011
Przed chwilą był u mnie profesor G, szef Kliniki. Wydaje się szczerze zmartwiony moją decyzją o odejściu. Nigdy dotąd nie usłyszałam tylu miłych słów na swój temat. Nazwał mnie "wysokiej klasy specjalistką w dziedzinie kardiologii" i stwierdził, że jeśli nie będą nadal pracowała w oddziale o takim samym profilu to będzie to "ogromna strata dla społeczności". Wiem, zabrzmiało górnolotnie, ale naprawdę nie spodziewałam się takiego "pożegnania". Prawie się popłakałam, przed płaczem uchroniła mnie myśl o spaskudzonym makijażu ;)
W skrócie:
* Dzisiaj pogrzeb Agnieszki Babci. Pracuję mniej więcej do 10.30, potem szybciutko muszę odebrać 4 wiązanki z kawiaciarni (moją, Rodziców i 2 zamówione na prośbę Agnieszki w imieniu Jej rodziny). Po raz kolejny moja Mamcia utrudniła mi życie, zamawiając kwiaty w miejscu, które jest mi wyjątkowo nie po drodze. Ostatnio, na pogrzeb pani W. wiązanka została przygotowana przez panią z kwiaciarni, która znajduje się po drugiej stronie ulicy, tuż przy bloku Rodziców i była naprawdę ładna. Dlaczego teraz miałoby być inaczej - nie mam pojęcia??? W każdym razie to będzie trudny dzień :(
* Mam kłopoty ze ściągnięciem nowej wersji oprogramowania, żeby zrobić sprawozdanie dla NFZ, więc muszę namierzyć B. - informatyka. Mam ochotę sama skopać sobie tyłek, bo przez swoją głupotę i lenistwo zabrałam się do roboty za późno. Wrrrrrrrrrr ...
* Popołudniu testy wysiłkowe w gabinecie Tendo zrobi za mnie Ewa P. Ewcia - bardzo, bardzo za WSZYSTKO dziękuję :*
* Jutro jadę do Jaroszew i będę robiła różne rzeczy. Po raz kolejny nie ujęłam na liście odpoczynku ;). Plany na weekend wyglądają więc następująco: zrobić sałatkę na urodziny Mamy, zawiesić firany, zrobić porządek w szafkach z zastawą stołową, odkurzyć dywany, zetrzeć kurze, posprzątać łazienkę, wpisać dane do sprawozdania .... A w niedzielę spodziewamy się gości urodzinowych - tym razem jubilatką jest moja Teściowa, która 6 grudnia skończy 75 lat!
* Moja koleżanka z pracy, Basia (to ona rozpłakała się na wieść, że odchodzę) dzisiaj podzieliła się z nami radosną nowiną, że na początku lipca zostanie Babcią. Widać, że bardzo się cieszy, a my razem z nią! "Zainteresowanym" ;) serdecznie gratuluję :*
wtorek, 29 listopada 2011
Moje obecne życie to karuzela z niespodziankami. Na szczęście więcej jest zdarzeń miłych, wszystkie jednak wywołują u mnie stres i zamieszanie, które czasami trudno ogarnąć.
Jutro składam wypowiedzenie z pracy, odchodzę z ostatnim dniem lutego. Pomimo różnych nieporozumień, kłótni nie będzie łatwo rozstać się z ludźmi, z którymi spędziłam ponad połowę mojego życia (23 lata!). Jedna z koleżanek, Basia była bardzo bliska płaczu, gdy dzisiaj oznajmiłam, że odchodzę. A ja z jednej strony boję się kolejnej rewolucji w życiu, a z drugiej mam świadomość, że nareszcie będziemy RAZEM, Adam i ja.
Dziewczyny moje kochane, wirtualne wsparcie mile widziane!
|